– Gdzie maseczka! – warczy pani na mijanego właśnie pana.
– Pani by lepiej czapkę założyła… – odpowiada niewzruszony pan.
Scenka, o której opowiedziała mi niedawno rozbawiona Pacjentka (świetna, prawda? ) posłuży mi dziś za pretekst do nakłaniania Was do dbania o odporność. Zauważyliście, że media i politycy trąbią o chorobie, śmiertelnym zagrożeniu, ale mało kto zachęca do dbania o siebie w najbardziej naturalny sposób?
No to zapraszam do tyrady o dbaniu o siebie i zbrodniach wobec ciała…
Czapka, szalik, ciepła kurtka, buty
– to podstawa opieki nad ciałem w sezonie jesienno-zimowym. Za to, co nazywamy chorobą (kaszel, katar, ból gardła, gorączka), odpowiadają w dużej mierze czynniki klimatyczne. Jeśli wystawiasz gołą głowę na wiatr i zimno, to możesz spodziewać się dobrej, potrzebnej i mądrej reakcji ciała – zablokuje powierzchnię, by zimno dalej nie przenikało w głębsze warstwy. Jeśli jest silne – wyprodukuje gorączkę, a dzięki niej – poty, przez co zimno zostanie usunięte z ciała i poczujemy się od razu lepiej. Jeśli jesteśmy już osłabieni złym leczeniem wcześniejszych inwazji zimna / wilgoci (antybiotyki, brak odpoczynku – chodzenie do pracy z gorączką…, popularne apteczne środki zbijające gorączkę, etc), organizm niestety zostawi zimno / wilgoć na lepsze czasy… Na moment, kiedy będziemy bardziej wypoczęci, silniejsi (na urlopie na przykład…) i wtedy spróbuje pozbyć się problemu. O ile znów mu nie przeszkodzimy… Zróbcie rachunek sumienia. I jak?
Co zawsze zalecali lekarze, gdy w domu panowała „zaraza” (wirusoza, angina, ospa, odra, etc.)? Otwierać okna i wietrzyć mieszkania! Świeże powietrze zawsze! dobrze nam robi. Tymczasem nastał dziwny (tym bardziej, że dość powszechnie akceptowalny) czas na ograniczaniu dostaw tlenu do organizmu. Natlenienie powinniśmy mieć na poziomie 99%. Czuję na pulsach u wielu z Was spadek energii Płuc. Możecie sprawdzać sami – służy do tego pulsoksymetr. Mam kilka w gabinecie – przypominajcie, będziemy mierzyć, możecie wziąć od razu do domu i przetestować rodzinę. Na zdjęciu moje dzisiejsze książkowe wyniki
I niech stanie się to argumentem do oddychania pełną piersią całą dobę. To niezbywalne prawo każdej Istoty. Swobodny oddech to Życie. To Świadomość, Spokój, Bezpieczeństwo, Kontakt z JA. W środowisku pełnym życiodajnego tlenu i powyższej Świadomości wirusy nie mają szans. Szczególnie polecam samodzielne drążenie tematu przez kobiety w stanie błogosławionym. Oddychacie nie tylko za siebie… Są badania na temat wpływu ograniczania tlenu na rozwijający się płód. Chociaż…serio… potrzebne są nam badania na temat szkodliwości braku swobodnego oddechu…???
Ciekawostką może być fakt, że to wszystko dzieje się w roku Metalowego Szczura
. Element Metalu powiązany jest z energią Jelita Grubego (ziemskie brudy) i Płuc (tchnienie Niebios). Oba obiegi odpowiadają za mechanizm (od)puszczania i kontroli. Przyjmowania życiodajnego pokarmu (tlen i pożywienie) i wydalania zbędnych produktów przemiany (resztki i dwutlenek węgla). To jest naturalny proces. Dzieci urodzone w roku Metalowego Szczura (do lutego 2021 roku) mają potencjał silnych Płuc i Jelita, bo mają naturalne wsparcie tegorocznych, powiązanych z ruchem planet energii, o ile nic po drodze się nie zepsuje. Jeśli nasz urodzeniowy potencjał jest na starcie osłabiony, konsekwencje mogą być nieciekawe.
Stety, niestety, z jakichś powodów (to na inne rozważania), zmusza się nas obecnie do życia jak szczury – w izolacji, ukryciu, niczym w kanałach z zatęchłym powietrzem. Podejrzewa o roznoszenie zarazy i testuje jak laboratoryjne zwierzęta… Szczury to jednak bardzo inteligentne, stadne, sprytne istoty. Wiele przetrwają. Mogą też swoją liczebnością, ekspansją i organizacją zagrozić całym aglomeracjom i systemom. Metal odcina. Nadaje granice. Oddziela to co czyste od nieczystego. Pozwala rozróżniać co dla nas dobre i wartościowe od „syfu”. Kojarzony jest z kolorem białym, z czystością. To ocena i osąd. Logiczne myślenie, porządkowanie chaosu, racjonalność. Ale także intuicja – dzięki niej jesteśmy zdolni zajrzeć w siebie i ufać tchnieniu Niebios lub inaczej – wewnętrznej Jaźni – Źródła WSZYSTKIEGO, CO JEST. Warto dbać o Energię Metalu, by służyła nam w tych czasach dezorientacji. By wznosiła ponad materię do wyższych wartości i pomagała odnaleźć się pomiędzy logiką a intuicją. To najlepszy lek na odporność z poziomu ciała i ducha.
Świetnym wsparciem na poziomie fizycznym jest także witamina D3 (w połączeniu z K2). Badań jest ogrom, jeśli zechcecie, znajdziecie w kilka minut mnóstwo źródeł, pojawiły się też nowe w kontekście grypy zwanej Covid. Wysokie dawki wspaniale regenerują organizm, zwalczają wirusa o wiele szybciej i mocno podnoszą odporność. Przy dawkach uderzeniowych najlepiej jest przyjmować preparaty w płynie, rozpuszczone już w tłuszczu (witamina D3 i K2 rozpuszcza się w tłuszczu), by dodatkowo nie obciążać jelit. Zajrzyjcie do publikacji niemieckiego lekarza (dr Von Helden Raimund) „Zdrowie w 7 dni”. Od wielu lat obserwuję jak poziom w okolicach 70-90 jednostek u Pacjentów świetnie wpływa na niezliczoną liczbę procesów. Norma w Polsce wynosi od 30 do 100 jednostek (w badaniu 25(OH)D), w Danii – od 30 do 200 (inny gatunek człowiek tam żyje?). Na tysiące Pacjentów, zdarzyło mi się może ze dwa razy!!!, że ktoś nawet dzięki regularnej suplementacji D3 wykazywał poziom w okolicach 30… Biorąc pod uwagę, że D3 bierze udział w ponad 200 procesach metabolicznych, niezbyt dobrym pomysłem jest ryzykowanie jej niskim poziomem… Podam Wam więc wzór, dzięki któremu obliczycie wyjściowy i pożądany stan wysycenia witaminą.
Chcemy osiągnąć poziom 80 jednostek? Jeśli znasz swój aktualny poziom D3 w organizmie – użyj tej wartości do obliczeń. Jeśli nie masz aktualnego badania – przyjmij, że masz 30 jednostek.
Podziel swoją wagę przez 70 (np. 52:70 = 0.742…..)
Wynik pomnóż przez poziom, który chcesz uzyskać pomniejszony o bieżący poziom: chcesz 80, a masz 30, czyli pomnóż przez 50. W naszym przykładzie: 0.742×50= 37.1.
Wynik pomnóż przez 10.000. 37.1 x 10.000 = 371.000. To poziom Twojego aktualnego niedoboru…
Podziel ten poziom przez liczbę dni na suplementację. Ja zazwyczaj obliczam dla 7, 14 lub 21 dni, w zależności od stanu jelit i zdolności do wchłaniania oraz od poziomu niedoboru. Im większy, tym trochę dłuższy czas suplementacji. 371.000: 14 = 26.500 jednostek. To dawka dzienna na 14 dni.
Podziel dawkę dzienną na dwie porcje (lub 3): około 13 tysięcy jednostek rano i tyle samo wieczorem. W preparatach, na których pracuję, 1 ml = 1 pipetka = 5 tys. jednostek, oznacza to 2 i 3/4 pipetki rano i tyle samo wieczorem.
Do tego K2, które w tym zestawie i stężeniu świetnie się przelicza (umownie 1:1), czyli 13 tys. jedn. D3 = 13 kropli K2. (800 jednostek D3 = 17 mg K2). Po upływie przyjętego czasu suplementacji, robimy około 5 dni przerwy i badanie 25(OH)D i korygujemy dawkę do pożądanego poziomu.
Przyjmujemy od 5 do 10 tysięcy D3 i 5-10 kropli K2 dziennie przez cały rok. Raz na kilka miesięcy powtarzamy badanie i wyrównujemy niedobory. Pamiętajmy, że każda infekcja, silniejszy stres, kilka zarwanych nocek, ciąża, poród, połóg, bardzo bardzo obniży poziom D3 w organizmie, więc wtedy koniecznie warto zadbać o większe dawki. Zerknijcie też na zdjęcie ze starej książeczki zdrowia. Kiedyś NOWORODKOM podawano od … 300 do 600 tysięcy jednostek jednorazowo… (od trzystu do sześciuset tysięcy jednostek)… Teraz dorosłym zaleca się 2 tysiące… Zostawię to bez komentarza.
Podsumowując:
noś czapkę i szalik (przydaje się bardziej, niż maska…)
oddychaj świeżym powietrzem/z Nieba czerp zaufanie
wydalaj nieczystości, zaszłości i lęk
myśl samodzielnie i słuchaj intuicji
podnieś poziom D3 (i K2)
Dzięki za podanie przelicznika! Wreszcie udało mi się obliczyć samodzielnie 🙂
Podsumowanie tak do mnie trafia, że drukuję sobie i przyklejam na ścianę jak mantrę 🙂